Wydanie: 237

Ironia przeznaczenia

lay

Śmierć, która była matką chrzestną

   Handlarz węglem, który bał się myśleć śmierci, postanowił zaprosić Śmierć i uczynić ją matką chrzestną swego syna. „W ten sposób nie będzie mogła mnie zabrać, ponieważ musiałaby się wtedy zająć moim chłopcem” – myślał górnik.
   Żył wiele lat, ale pewnego dnia Śmierć postanowiła po niego przyjść. Nie chciała robić mu niespodzianki, więc zapowiedziała swą wizytę. Dzięki temu górnik mógł się odpowiednio przygotować. Mężczyzna był przerażony. Umówionego dnia przebrał się za żebraka i wyszedł na ulicę.
   Wtedy pojawiła się Śmierć.
   - Mojego męża nie ma w domu – powiedziała żona górnika.
   - Nie szkodzi! Zabiorę żebraka z ulicy, Bóg nie będzie miał nic przeciwko temu!
   I tak oto Śmierć zabrała górnika.


Niezauważone błogosławieństwo

   Tygrys spotkał grupę kotów, które ze sobą gawędziły.
   „Zjem je” - pomyślał.
   Ale nagle ogarnął go dziwny spokój. Postanowił usiąść wśród kotów i posłuchać ich rozmowy.
   - Dobry Boże – powiedział jeden z kotów – Modliliśmy się całe popołudnie! Prosiliśmy Cię, żeby z nieba spadł deszcz szczurów!
   - Do tej pory nic się nie wydarzyło! - powiedział inny kot. - A jeśli Bóg nie istnieje?
   Niebiosa wciąż milczały. Koty straciły wiarę.
   Lew wstał i poszedł w swoją stronę, myśląc: „Właśnie tak to wygląda. Chciałem zjeść wszystkie te koty, ale Bóg mnie powstrzymał. A jednak koty przestały wierzyć w Boga. Martwiły się, że czegoś nie mają i nawet nie zauważyły, że są chronione.

                        
Co się stało z ciałem?

   - Dlaczego się smucisz? - powiedział jeden święty do drugiego podczas przechadzki w Raju.
   - Ponieważ podczas mojego życia na ziemi robiłem wszystko, by nie ulec pokusom ciała i poświęciłem się całkowicie sprawom duchowym. Dlatego skazałem swoje ciało na najgorsze tortury. Biczowałem je nocami, by nie ulec pokusom. Źle je odżywiałem. Traktowałem je z najwyższą pogardą.
   - Dlatego właśnie zostałeś świętym.
   - Dokładnie. Ale co się stało z moim ciałem, które zawsze lekceważyłem? Ludzie zabalsamowali je, zbudowali wokół kaplicę i spędzają cały swój czas, czcząc moje zwłoki.

Siła i mądrość

   R. Barros opowiadał o pewnym mieście, którego mieszkańcy zbierali się co roku, by wziąć udział w konkursie. Ten, kto ściął więcej drzew w piętnaście godzin, wygrywał nagrodę. Zdobywał ją zawsze drwal, który był mistrzem w swoim fachu.
   Któregoś dnia pewien młody człowiek postanowił się z nim zmierzyć. Wierzył w swoją młodość i umiejętności, więc postawił na siebie bardzo dużo pieniędzy.
   Konkurs się rozpoczął. Raz na godzinę drwal przerywał pracę i siadał.
   „Stracił siły” - myślał młody mężczyzna, pracując bez przerwy.
   Gdy konkurs dobiegł końca, policzono pnie: drwal wygrał.
   - To niemożliwe! - powiedział młody człowiek drwalowi. - Jak to się stało, że zwyciężyłeś? Przecież widziałem, że zrobiłeś sobie kilka razy przerwę, by odpocząć.
   - Nie odpoczywałem – odparł drwal. - Robiłem przerwy, żeby zaostrzyć siekierę.